Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trening. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trening. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 grudnia 2013

Poświątecznie :)

Jak minęły Wam Święta?

Ostatnie dni oprócz chwil spokoju, których tak bardzo potrzebowaliśmy, obfitowały w wiele pokus ;)
Skusiłam się na przepyszny barszcz babci z uszkami, nieco pierogów i niezrównaną zupę rybną... mmm...

Prezenty też udane :D

Wyczekane perfumy. Kiedyś nie wyobrażałam sobie dnia bez perfum, potem kiedy nastąpiły zmiany, straciłam całą pewność siebie i nawet po perfumy nie sięgałam. Teraz długo szukałam "mojego" zapachu ( ulubiony zapach sprzed lat wycofano :( ) Miss Dior nie są może ideałem, ale czuje się w nich dobrze. A niewielu zapachów to dotyczy. Takie małe dziwactwo ;)




I przepiękny kalendarz Paperblanks :


A oto pierwszy wpis :D



Zapisane - zapamiętane!


środa, 20 listopada 2013

Moja metamorfoza - zdjęcia

Poniżej zdjęcia mojej dotychczasowej metamorfozy. Przyznaję,że pokazywanie zdjęć "przed" wymaga ode mnie sporo odwagi ;)  Jeszcze wiele pracy przede mną ale i tak jestem zadowolona i dumna z tego co osiągnęłam.


Tak było przed:






A tak jest teraz :) (dla przypomnienia waga 63 kg, 170 cm)









Moja droga do tego celu została opisana w pierwszym poście :)

Klik

piątek, 15 listopada 2013

Plan treningowy po operacji

Do operacji  1,5 tygodnia a ja właśnie układam sobie w głowie mój plan treningowy po otrzymaniu zielonego światła na ćwiczenia :)

Początek będzie na pewno spokojny - czyli Orbi pójdzie w ruch . I pomyśleć, że jeszcze niedawno chciałam go sprzedać "bo to za słaby wysiłek dla mnie" ;) Pewnie 2 tygodnie orbiego ( 3-5 razy w tygodniu), potem Skalpel Ewy Chodakowskiej przez kolejne 2-3 tygodnie. Mam nadzieję, że po tym czasie uda mi się wrócić do intensywniejszych treningów i moja kondycja powoli będzie wracać do poziomu sprzed zaprzestania treningów.  Następnie na pewno przeplatane intensywniejsze treningi Ewy. I to mój plan zbudowania formy i powrotu do gry. Czasowo wszystko będzie oczywiście zależeć od tego jak mój organizm będzie współpracował.

Na pewno będę musiała skupić się też na moich najbardziej problematycznych partiach ciała czyli:
- brzuch (ale tutaj problem jest tak szeroki, że zasługuje na osobny post )
- pośladki - przyda się im podniesienie i zaokrąglenie - na pewno przysiady, może trening Mel B. na pośladki?
- wewnętrzna strona ud - pamiętam, że z zdziwieniem przyjęłam fakt, że będąc już w rytmie ćwiczeniowym, czyli ćwiczyłam regularnie, od dłuższego czasu różne rodzaje ćwiczeń , poczułam ból tych mięśni po treningu z Tomkiem Choinskim. Widać poruszył mięśnie które uchowały się podczas innych treningów, więc ten trening też trafi na listę ;)

Myślę też powoli nad treningiem z jakimś obciążeniem ale do tego droga długa więc nie ma sensu specjalnie się nakręcać na te ćwiczenia. Jednego się już nauczyłam - cierpliwość popłaca ;)

sobota, 9 listopada 2013

Droga do diagnozy

Nigdy nie byłam bardzo szczupła ( nie licząc wczesnego dzieciństwa ;) ) , ale miała typową, normalną sylwetkę. Wymagało to ode mnie jednak nieco wysiłku, pilnowania tego co jem, większej dawki ruchu. Ogólnie nie było źle. Z mężem dosyć szybko zdecydowaliśmy się na dziecko, od kliku lat miałam bliżej nie zdiagnozowane problemy ginekologiczne więc stwierdziliśmy, że nie ma powodu by zwlekać z tą decyzją. Kiedy zaszłam w ciążę ważyłam 67 kg przy wzroście 170 cm. Ciąża okazała się trudna, na początku ciągłe wymioty potem zagrożenie poronieniem, ok 20 tyg. stwierdzono cukrzyce ciążową. Jednak dzięki wskazówkom dietetyczki uniknęłam insuliny. Praktycznie całą ciążę przeleżałam - mimo tych problemów podczas ciąży przytyłam tylko 8 kg. Po porodzie ważyłam mniej niż przed zajściem w ciążę. Stosowałam dalej wskazówki dietetyczne jakie otrzymałam w czasie ciąży. Waga zatrzymała się w okolicach 65-64 kg. Niestety po ok 3 miesiącach od urodzenia córeczki coś zaczęło się dziać. Wypadanie włosów na początku ignorowałam (wiadomo, że po ciąży zdarza się to często), zaniepokoiłam się gdy zauważyłam czarne włoski na brzuchu, piersiach. Nagły wysyp trądziku  zrzuciłam na zamieszanie hormonalne po ciąży. Niestety byłam coraz bardziej nerwowa, pojawiały się wybuchy złości zupełnie bez powodu. A potem zaczęłam tyć... i to w szalonym tempie. Nie wiedziałam co się dzieje, wydawało mi się,że jem zdrowo, co 3 godziny, bez podjadania. Skąd to nagłe tycie? Z coraz większym przerażeniem spoglądałam na cyferki na wadze i nie mogłam w to uwierzyć. Stwierdziłam, że czas podjąć radykalne kroki. Zainwestowałam w orbitrek. Ćwiczyłam codziennie, na początku godzinę, potem ponad dwie. Waga zaczęła szaleć jeszcze bardziej. Spadły 2 kg a za tydzień było o 3 więcej. Byłam w coraz gorszej kondycji psychicznej. Ignorowałam słowa męża, który mówił, że to nie możliwe, żebym poszła do lekarza bo coś jest nie tak. Ja obwiniałam siebie. Uważałam, że to klasyczna wymówka - problemy ze zdrowiem. Czułam się beznadziejnie, włosy wypadały dalej, twarz w trądziku, czarne włoski pojawiały się na brzuchu, piersiach, wybuchy złości, płaczu i ta otyłość - z zgrabnej, szczęśliwej dziewczyny w ciągu kilku miesięcy zmieniłam się nie do poznania. I cały czas obwiniałam siebie.
W końcu mąż zmusił mnie to wizyty u endokrynologa. Wywiad, kilka badań. Na kolejnej wizycie wyniki i diagnoza - Insulinooporność i PCOS (zespół policystycznych jajników).
Leczenie rozpoczęłam w styczniu 2012 roku z wagą 88 kg - tabletki antyandrogenowe na obniżenie poziomu testosteronu oraz lek mający pomóc radzić sobie mojemu organizmowi  z insulinoopornością a do tego obowiązkowo ćwiczenia minimum pięć razy w tygodniu.
Jeśli ktoś myśli,że kilogramy spadały błyskawicznie to jest w dużym błędzie ;) W ciągu tych prawie dwóch lat były miesiące gdy waga nie drgnęła nawet o 100 gram. Czasem był to spadek 3 kg na miesiąc, czasem tylko kilogram. Uwierzcie, czasem miałam dosyć - ćwiczenia 5-6 razy w tygodniu, ciągłe pilnowanie jedzenia a efekty przychodziły bardzo opornie i były mało widowiskowe w krótkiej perspektywie czasu. A wiadomo, że nic nas tak nie motywuje jak widoczne efekty. Ale efekty jednak były! I to było (jest) najważniejsze. I nawet jeśli pojedyncze pomiary nie robiły wrażenia to podsumowując - z wagi 88 kg udało mi się zejść do 63 kg to jestem z siebie dumna :) Bardzo. Bo pomimo wielu wylanych łez, wielu litrów potu nie poddałam się. I nie poddam się dalej bo długa droga jeszcze przede mną. A kolejna kłoda została rzucona mi pod nogi - czekam na operację wycięcia woreczka żółciowego. Niestety pojawiły się kamienie (dziedziczna przypadłość w mojej rodzinie, niezwiązana z dietą ) które powodują coraz częstsze i boleśniejsze ataki. Nie jestem w stanie ćwiczyć, czuję się coraz gorzej ale do operacji już niewiele - 25 listopada stawiam się w szpitalu. Potem czeka mnie czas kiedy będę stopniowa wracać do aktywności fizycznej, której brakuje mi bardzo. Myślę, że tej blog powstał też właśnie dla tego bym mogła zająć sobie myśli i zrobić coś nie tylko dla siebie ale i dla innych osób którym czasem brakuje już motywacji, czują że ich wysiłek jest nic nie wart, że to nie ma sensu. Uwierzcie mi, że ma :) Może moja walka trwa już (albo dopiero ;) ) dwa lata - ale gdybym wtedy się poddała to teraz nie byłabym w tym miejscu, byłabym bardziej chora, zmęczona, nieszczęśliwa. Wiem doskonale, że nie jest łatwo. Zwłaszcza jak widzi się oszałamiające kilku miesięczne metamorfozy innych. Wtedy pojawia się zazdrość - ale ona tez może być motywująca. Nie możemy się poddać. Warto walczyć o nasze zdrowie i życie. Bo tak naprawdę te dwa lata to niewiele w perspektywie całego życia. A o nie zawsze warto walczyć :)

Podsumowując:
- od stycznia 2012 do listopada 2013 straciłam 25 kg i wiele, wieeele centymetrów
- czuję się coraz lepiej ze sobą :) 
- dolegliwości zdrowotne związane z za wysokim poziomem testosteronu i insulinoopornościa minęły  w większości, wyniki badań kontrolnych w normie
- ćwiczyłam w następującej kolejności: orbitrek (różne obciążenia, od godziny do dwóch), aquaaerobic, rowerek w kapsule pod ciśnieniem, Skalpel Ewy Chodakowskiej , a następnie coraz intensywniejsze programy Ewy, która była dla mnie nieocenioną motywacją, miesiąc Insanity (potem kolejny atak woreczka który wyeliminował mnie z ćwiczeń do czasu operacji)
- dieta: brak diety ;) po prostu zdrowe odżywianie - małe posiłki, często, bez podjadania, produkty o niższym indeksie glikemicznym (np. makaron pełnoziarnisty zamiast białego)
Oczywiście w ciągu tych dwóch lat zdarzały mi się produkty odbiegające od ideału ;) 

Za niedługo pokażę Wam zdjęcia mojej metamorfozy :)